Jak to jest z tymi zakupami w luksusowych sklepach?

Pamiętacie tę słynną scenę z filmu “PRETTY WOMAN”, kiedy Julia Robert’s jako Vivan wchodzi od jednego z drogich butików, gdzie dowiaduje się, że nie zostanie obsłużona, bo nic dla niej nie ma w tym sklepie?

Czy od premiery tego filmu coś się zmieniło w drogich butkiach, jeśli chodzi o obsługę? Chciałabym napisać, że oczywiście, ale niestety byłoby to jak wróżenie z fusów i muszę Was przestrzec, że w jednym sklepie będziemy się czuły wyjątkowo, a w drugim jak intruz.

Zakupy w luksusowych sklepach zawsze były owiane dla mnie pewnego rodzaju tajemnicą. Przez otwarte drzwi wchodziły i wychodziły pięknie ubrane kobiety, a za nimi obsługa z całym naręczem torebek, w których mieściły się najrozmaitsze cudeńka.

Bardzo długo wstydziłam się wejść do takich sklepów. Miałam wrażenie, że do nich nie pasuje, że to nie jest dla mnie i powinnam przestać o nich myśleć. Nie tylko ze względu na cenę, bo ona dla każdego ma inną wartość, ale czasami mnie ten snobizm przytłaczał. Mimo, że miałam kilka rzeczy, które chciałam kupić, to przyznam się Wam, że celowo odwlekałam takie zakupy, aż wreszcie się odważyłam i kupiłam pierwsze buty, o których marzyłam od dłuższego czasu.

Nie będę ukrywała, że zawsze fascynowały mnie te kolejki przed butikami Louis Vuitton, Chanel, Prada, Valentino czy Dior. Znając ceny oferowanych produktów jeszcze kilka lat temu byłam zdziwiona, że mimo to aż tyle osób czeka na wejście. Kiedy sama zaczęłam robić pojedyncze zakupy, zrozumiałam z czego to wszystko wynika i dlaczego paraliżował mnie strach przed wejściem. Wpis może wydać się niektórym osobom śmieszny lub infantylny, ale uznałam, że podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami i być może ten post będzie przydatny dla tych osób, które chciałyby się wybrać na zakupy, ale jednak coś je powstrzymuje.

Wspominałam Wam o moich zakupach, które robiłam podczas świętowania pierwszej rocznicy ślubu 4 lata temu. Zamarzyłam sobie buty Jimmy Choo i byłam bardzo zdeterminowana, aby je kupić. Wszystko odbyło się w przemiłej atmosferze, a ja szczęśliwa wyszłam ze sklepu z butami, które powinny być o pół rozmiaru większe. Niestety nie posłuchałam sprzedawczyni i do dziś żałuję.

Rok później kupowałam buty Chanel i tutaj sytuacja miała się już zgoła inaczej. Najpierw poczułam się jak jakiś obiekt, który jest lustrowany i sprawdzany czy przyszłam popatrzeć czy coś kupić. Od razu poprosiłam o konkretny model butów. W sklepie okazało się, że akurat nie ma mojego rozmiaru, ale zaproponowano mi inny kolor. Przymierzyłam i stwierdziłam, że nawet będzie lepszy. Kiedy powiedziałam, że chętnie je wezmę, to dopiero wtedy zaproponowano mi coś do picia i obejrzenie całej kolekcji. Początkowo czułam się jak intruz, a nagle zmiana o 180 stopni. Dodam tylko, że tego dnia nie było tłumów, bo cały dzień lało i mało kto biegał po sklepach, więc nie było też kolejki, byłam drugim klientem. Następnego dnia pogoda znacznie się poprawiła i ubrana w śliczną białą sukienkę udałam się z mężem na spacer. Po drodze mijaliśmy kolejny butik Chanel, więc weszłam do niego zapytać o te buty, które chciałam kupić dzień wcześniej. Na wejściu zaproponowano nam szampana, Pani zaprosiła nas na piętro i pokazała wszystkie dostępne modele oraz zaproponowała jeszcze kawę.

Dwa lata temu, kiedy byłam we Francji robiłam zakupy zarówno w sklepie Saint Laurent oraz Hermès w Paryżu, a także w Chanel i Jimmy Choo w Saint Tropez. Wszystkie wizyty w tych sklepach wspominam naprawdę miło. W SL po zakupach zostałam zaproszona do zobaczenia najnowszej kolekcji w atelier, gdzie wisiały przepiękne rzeczy przygotowane do przymierzenia dla jednej z klientek. W Jimmy Choo usłyszałam, że mottem przewodnim obsługi jest dobre nastawienie do każdego Klienta, bez względu na to jak wygląda i czy cokolwiek kupi. A w Chanel zrozumiałam wreszcie o co chodzi z tymi wszystkimi kolejkami. Do każdego kupującego był przeznaczony jeden sprzedawca. Mnie obsługiwała fantastyczna dziewczyna, która oprowadziła po willi i pokazała wszystkie modele jakie szukałam, a także te które już były w promocji, ale nie było ich na sklepie.

W zeszłym roku robiłam zakupy w dwóch różnych miejscach. Pierwsze to outlety, a drugie to ponownie butik Hermès (rok wcześniej nie dostałam tego czego szukałam). W outletach były kolejki ze względu na pandemię, ale bardzo szybko malały więc spokojnie można było zaczekać. Natomiast w Hermèsie ponownie sprzedawca był przypisany Klientowi. Tym razem wiedziałam już, że muszę zaczekać i nie ma mowy o samotnym buszowaniu po sklepie.

OUTLETY I DUŻE GALERIE

Outlety to świetne miejsce dla osób, które chciałyby zrobić zakupy, bez całej tej otoczki wielkich marek. Bez zadęcia, bez spiny, na spokojnie pooglądać, nacieszyć oczy i ewentualnie zabrać jakieś cudeńka ze sobą. Kiedy sama robiłam takie zakupy, muszę przyznać, że czułam się jak w jakiejś dużej galerii. Nikt mnie nie obserwował, lustrował i oceniał. Byłam jedną z wielu, która tego dnia przyszła zrobić zakupy. Nie miało to znaczenia czy byłam w sklepie Ralpha Laurena czy Gucci. W każdym z nich sprzedawcy byli mili, uprzejmi i pomagali w wyborze.

Bardzo podobnie jest w dużych galeriach typu Lafayette, La Samaritaine czy Le Bon Marché. Czasami zdarza mi się samej wybrać podczas wakacji na spacer po galeriach, aby nacieszyć oczy pięknymi rzeczami, zobaczyć jak są świetne wykonane, a nawet przymierzyć te, o których zawsze marzyłam. Pamiętam jak poszłam do galerii we Florencji. Chciałam zrobić prezent mężowi, a przy okazji zwiedziłam wszystkie jej piętra, pooglądałam przepiękne sukienki, buty i biżuterię. Nikt nie zwrócił na mnie szczególnej uwagi, poza pytaniem czy mi w czymś pomóc.

BUTIK HERMÈS

W zeszłym roku uparłam się, że kupię klapki Oran i w każdym punkcie naszej trasy sprawdzałam czy jest gdzieś niedaleko naszego hotelu butik. Kiedy byliśmy w Prowansji znalazłam jeden oddalony raptem o 500 metrów od naszego apartamentu. Z duszą na ramieniu po śniadaniu udałam się na zakupy z misją kupienia klapek. Przed wejściem czekałam prawie godzinę, a byłam pierwsza w kolejce. W sumie to nawet nie wiedziałam, że ona jest. Podchodząc do drzwi pan ochroniarz wyskoczył i powiedział, że teraz nie wejdę. Po godzinie z uśmiechem ponownie otworzył drzwi i łaskawie wpuścił mnie do środka. Poza tym obsługa naprawdę była miła i pomocna. Bardzo przyjemnie robiło mi się zakupy. Dostałam też wskazówkę, że jeśli jakiś konkretny model butów, czy torebki jest powszechnie kupowany, to właśnie najlepiej poszukać butików w mniejszych miastach, bo wtedy jest większa szansa na zakup.

Na szczęście już większości sklepów internetowch można sprawdzić czy dany model jest dostępny w konkretnym sklepie stacjonarnie.

PODSUMOWANIE

Niestety nie znalazłam prostej recepty na przyjemne zakupy w luksusowych sklepach. Oczywiście zawsze lepiej będziemy obsługiwani, gdy zadbamy o nasz wygląd zewnętrzny. I nie ma to znaczenia czy są to drogie butiki czy pozostałe sklepy. Sama nawet kiedyś zrobiłam taki reaserch w jednym z butików Kazara. Jednego dnia weszłam ubrana w jeansy i trampki, a dwa dni później w eleganckiej sukience i szpilkach. Różnica była ogromna, a obsługiwała mnie ta sama osoba. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli firmy nie będą przywiązywały większej uwagi do kadry jaką zatrudniają, nie będą uczyły, że każdy klient jest ważny i należy go obsługiwać z takim samym szacunkiem, to nic się nie zmieni. Raz trafimy super i będziemy bardzo zadowolone, a raz niestety wyjdziemy zniesmaczone.

Czy takie zakupy w ogóle są warte swojej ceny? To już temat na kolejny wpis 🙂

Z mojej strony nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam tylko przyjemnych zakupów i wspaniałej obsługi, bo pierwsze wrażenie niestety pozostaje na długo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.