LIFESTYLE,  MODA,  PODRÓŻE

Paryskie zapiski – wreszcie moja głowa trochę odpoczęła…

Ten wpis powinien pojawić się tutaj już dawno. Wybaczcie zwłokę, ale już szybciutko nadrabiam.

Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo potrzebowałam wyjazdu do mojego ukochanego Paryża dopóki tam nie wylądowałam. Nawet załamanie pogody nie przeszkodziło mi skorzystać z uroków tego miasta i wreszcie się zrelaksować. Moja głowa jest ostatnio na najwyższych obrotach. Wiele się dzieje w moim życiu prywatnym, ale także zawodowym. Niestety powoduje to ciągłe napięcia i tysiące myśli, które bez chwili pauzy przelewają się przez moją głowę jedna po drugiej. Jest to naprawdę męczące i wykańczające zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Zastanawiałam się więc przez wyjazdem, czy jest sens teraz wylatywać. Czy ten wyjazd jest w odpowiednim momencie i czy uda mi się oddzielić tu i teraz od tego co na co dzień zaprząta mi głowę. I nie mogło być lepiej…

Bardzo chciałam zastać prawdziwą jesień w Paryżu i trochę nie wierzyłam prognozie, którą sprawdzałam dzień po dniu przez tydzień do wyjazdu. Moja afirmacja chyba była bardzo mocna. Po wylądowaniu przywitała nas niezła ulewa, ale tego dnia miałam już zarezerwowaną kolację w Maxim’s. Nie chciałam tracić ani chwili na siedzenie w hotelu więc szybko się przebrałam i wyruszyliśmy na pierwszy deszczowy spacer. Przy okazji zajrzeliśmy do bardzo fajnego baru na mały toast. Buty nie przemokły, my trochę przemarzliśmy, ale nie miało to dla mnie większego znaczenia, gdyż byłam dokładnie tam, gdzie miałam być.

Poza kolacjami i jednym śniadaniem, kompletnie nie mieliśmy planu. Pierwszy raz nie zarezerwowałam żadnego spektaklu, wyjścia do muzeum czy zwiedzania zabytków. Jeśli już gdzieś weszliśmy, to tylko dlatego, że było to przy okazji. Jak chociażby wizyta w Katedrze Notre Dame. Było to niesamowicie uwalniające, bo przez kilkanaście wcześniejszych wyjazdów wszystko miałam przygotowane na tip top. Teraz chciałam nacieszyć się spacerami, dobrą kawą na świeżym powietrzu, zaglądaniem w różne zakamarki bez specjalnego pośpiechu. W trakcie tych kilku dni zrobiliśmy dziesiątki tysięcy kroków, a moja głowa z każdym kolejnym stawała się coraz lżejsza do tego stopnia, że sama zwróciłam uwagę na to, że nie nachodzą mnie żadne dotychczasowe myśli. Bardziej interesowało mnie to, czy założyć trencz czy wełniany płaszcz i czy w balerinach będzie mi ciepło przez cały dzień, no i co zjem na kolację. Także jak widzicie, ja powinnam mieć przypisywany wyjazd do Paryża na receptę i to przynajmniej dwa razy do roku…

Prawda jest taka, że Paryż mnie pochłania, wciąga i daje poczucie iluzji, bo żyć na co dzień w tym mieście chyba nie miałabym siły. Ale zostać na kilka tygodni? Czemu nie. Znam jego wady, widzę co się dzieje na przestrzeni kilku ostatnich lat, ale podczas takich krótkich pobytów, pewnych rzeczy się nie dostrzega i chyba dzięki temu wciąż tak mocno niezmiennie kocham to miejsce. I za każdym razem jest mi za mało. To tu przychodzą do mnie różne fajne pomysły, to tu najbardziej eksperymentuję z modą i to właśnie tu moje oczy cieszą się najbardziej, gdy widzą te przepiękne zabytki, kamienice [kocham je], różne modowe cudeńka i Wieżę Eiffla. Zapraszam więc na małą fotorelację.

*

1. Paryż przywitał nas deszczem. Na szczęście zaraz po dotarciu do hotelu pogoda trochę się poprawiła i mogliśmy spokojnie zwiedzać. 2. Bardzo polecam Wam ten hotel, głównie ze względu na lokalizację.

Mglisty i pochmurny poranek. Jednak z każdą godziną robiło się coraz ładniej.

Mogłabym tak stać i podziwiać godzinami. Naprawdę.

Wieczorową porą. Ten sam dzień, tylko inna godzina.

1. Piękne jest to zejście do metra 2. Niestety pewna era się właśnie zakończyła. Wspaniałe, pełne historii miejsce, w którym można było znaleźć prawdziwe skarby vintage oraz pooglądać piękne kreacje. To właśnie tutaj kupiłam pierwszą marynarkę vintage. 3. Idziemy na spacer?

1. Mój najlepszy kompan podczas podróży. 2. W deszczu szybkim krokiem na śniadanko.

Miałam chwilę na poszperanie po sklepach. Na szczęście zaczęłam bardzo wcześnie i praktycznie nigdzie nie musiałam czekać dłużej na obsługę niż 10 minut.

1. Mój problem na jakichkolwiek wyjazdach, to fakt, że ja nie jem rano śniadań, chociaż je uwielbiam. Wystarczy mi kawa i rogalik. Na więcej mój żołądek rzadko pozwala. Czasem niewiele podjem od mojego męża… Za to lunch obowiązkowo. 2. Restauracja zaraz koło naszego hotelu.

Super, że mieliśmy czas kiedy nie musieliśmy za niczym gonić. A pewne rzeczy robiliśmy całkiem przypadkiem. Jak chociażby wejście do wyremontowanej Katedry Notre Dame.

Co to była za uczta dla oczu. Coś wspaniałego. Ostatni raz byłam tutaj w 2019 roku, krótko przed pożarem. Koniecznie punkt obowiązkowy.

Już dawno chciałam tutaj przyjść na kolację, ale wiecie co mnie mnie powstrzymywało? Opinie w internecie, że słabo, że miejsce przereklamowane, że do lansowania się, itd. Szczerze przyznam, że mając tak blisko hotelu restaurację uznałam, że sprawdzimy sami i dzięki temu wyrobimy swoją własną opinię. Polecam. Dania były pyszne, atmosfera cudowna, myzyka na żywo, a na koniec bar na piętrze. Pamiętajcie tylko o rezerwacji.

Przypadkowa restauracja, ale bardzo przyjemne miejsce. Zaraz po przylocie wyskoczyliśmy na szybki spacer i zaczęliśmy świętować różne rzeczy. Gdyby nie to, że mieliśmy tego dnia zarezerwowaną już kolację, pewnie przesiedzielibyśmy tam pół nocy.

Ulubiony widok, szare dachy Paryża. Podziwiam z każdej strony i wysokości.

Już tradycyjnie podczas wyjazdu wybieramy się na jedno śniadanie do Ladurèe. Jeśli lubicie omlety, to na pewno będziecie zadowolone.

1. Przygotowania do Świąt zaczynają się już we wrześniu. A trzy dni temu na Polach Elizejskich można było podziwiać prawie trzy miesiące pracy przy rozwieszaniu lampek. 2. Jak to jest, że w pędzie życia nawet nie zauważamy pewnych rzeczy, a w trakcie zwykłego spaceru po ogrodach zachwycamy się kaczkami, które przecięły nam drogę? Jak miło jest zatrzymać się i popatrzeć na otaczający świat, który biegnie coraz szybciej…

1. Znów spacer. 2. Kolejne śniadanie. 3. Cześć słodziaku!

*

Poniżej prawie wszystkie stylizacje z tego wyjazdu. Szczegóły znajdziecie, jak zawsze na moim Instagramie.

*

To był cudowny wyjazd. Takie chwilowe wyrwanie z rzeczywistości. I co wspanialsze, że oboje daliśmy się temu porwać. Teraz liczę na bardzo szybki powrót…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *